Blog > Komentarze do wpisu
Daredevil - pierwszy na świecie film dla niewidomych.
Zaprawdę szczęśliwy to naród, który zamiast ton niestrawnej narodowomartyrologicznej lektury, skarmiał dzieciom historie przypakowanych przygłupów, w obcisłych strojach zwalczających Zło. A że w filmie nic się nie marnuje, to kiedy trzeba zgarnąć nieco słodkiej mamony, chwytamy kolejny komiks, odpalamy komputery CGI i jazda! Twory te z założenia sequelogenne, mają być jakoby rozrywkowe, o ile za rozrywkę uznajemy chwytanie się za głowę, rwanie włosów i okrzyki grozy. Wielu z was myślało, że najgorszym egzemplarzem był Spawn z roku '97. Rzeczywiście ciężko jest przebić ten film, którego antropomorficzna personifikacja przybrałaby postać dziecka niedorozwiniętego, porażonego mózgowo, tudzież cierpiącego z powodu kilku innych przykrych zespołów chorobowych. Jakież jednak wysmakowane metafory będę musiał konstruować by przedstawić wam tak straszliwie poronione dziecię kinematografii jakim jest Daredevil?

Derdebil

Pomysł na znakomity ponoć, komiksowy pierwowzór trudno było nazwać inaczej jak karkołomnym. Nie chodzi o to, że nocny mściciel i duch opiekuńcy najgorszej dzielnicy Nowego Yorku nie zna strachu, co implikuje jego wysmakowane pseudo. Chodzi o to, że powietrzne fikołki i nieprawdopodobne akrobacje pomiędzy drapaczami chmur niezbędne do zwalczania przestępczości, wykonuje... cóż ślepiec. Czy to lęku więc zabrakło, czy wyobraźni? A może życzenie śmierci, czy jakieś inne upośledzonko? Nie dziwi nas zatem, że jak mało który komiks, Daredevil sprowokował całą serię parodii. Weźmy chociażby legendę polskiego komiksu "48 stron"...

Hrabia Dracula. Że co? Że nie ten film? A założymy się że zaraz będzie przebijanie kołkiem?

Hrabia Dracula. Zaraz będzie przebijanie kołkiem. Że co? Że nie ten film?

Zadziwiająca popularność przygód heroicznego ślepaka musiała zostać prędzej czy później należycie spieniężona. I tak powstał jeden z najstraszliwszych gniotów w historii kina, w moich oczach plasujący się całkiem blisko "Domu Latających Sztyletów", co jest osiągnięciem niemałym i godnym uwagi. Krzywda psychiczna jaką wyrządza nam Deredebil - bo od tej pory będziemy przedmiot określać, jak na to zasługuje - polega głównie na silnym indukowaniu epizodów histerycznych, a chwilami wręcz odruchów autodestruktywnych. Omówmy więc co prędzej naturę tej zbrodni, poczynając od fabuły.

Here we go!

Here we go!

Główny bohater to nadzwyczaj lamerski i tchórzliwy kujonek z trudnej dzielnicy, który próbuje wspólnie z tatusiem bokserem zakonserwować swą proletariacką godność. Dzięki szczególnie szczęśliwemu wypadkowi z chemią (nie ma to jak oryginalność) synalek wymienia zmysł wzroku na radar nietoperza i niesamowite zdolności motoryczne. Niemal natychmiast pożytkuje owe talenta tarzając się w śmieciach i smagając po twarzy kolegów z podwórka, co jest dla niego źródłem niesłychanej satysfakcji. Niestety tatusiowi idzie nieco gorzej, więc ochoczo ginie z rąk przestępców (oryginalność raz jeszcze) w celu dostarczenia mrocznobohaterskiej motywacji. I tak mija pierwsze pół godziny filmu, bez żadnego godnego uwagi zdarzenia...

Debil in all his gory... erm glory.

Debil in all his gory... erm glory.

Być może słabo kojarzycie tego typu dzieła, zatem tłumaczę, że mamy tutaj katastrofalny przykład patetycznie rozdętego plagiatu "Spidermana". Trzeba jednak sobie powiedzieć jasno: chociaż w komiksie pajęczak atakuje nas kroczem w każdym kadrze to Sam Raimi litościwie oszczędził nam takiej traumy w swoich filmach. Ha! Zdarzało mu się nawet z tego podkpiwać! Inaczej M.S. Johnson, ten postanowił pójść na całość. By ze szczętem wyeksploatować fetysz wiśniowego skórzanego wdzianka wcisnął w nie Bena Afflecka. Ten zdolniacha podaje biodra do przodu z takim zapałem, że trwale uniemożliwia zachowanie powagi innym aktorom na planie. Jeśli zaś chodzi o jego kunszt uwodzicielski w innych rejonach, to po prostu brak mi słów. Jeśl na drodze naturalnych skojarzeń przypomina wam się raz jeszcze Val Kilmer i jego gumowe sutki, to nie bójcie się tych skojarzeń. A może jednak się bójcie.

Wielce bojowe Danie Dnia. Nawet nazwisko ma sugestywne: Nachos.

Wielce bojowe Danie Dnia. Nawet nazwisko ma sugestywne: Nachos.

Wielu z was z pewnością przelęknie się, że na drodze przyrodzonej światu logiki w roli Dania Dnia, czyli niezwykle mężnej Elektry wystąpi Jennifer Lopez. Niestety, Jenny miała inne plany i tak w roli latynoskiego ciacha zatrudniono jakiegoś bladego kościotrupa. Nasza radość z jej rychłej śmierci zostaje gwałtownie przyćmiona ponurą obietnicą rezurekcji w innym filmie, który z niemałą radością zmasakruję przy najbliższej okazji. Dość powiedzieć, że na tej właśnie drodze jedyna szansa, żeby wprowadzić jakiś element gry aktorskiej została trwale zaprzepaszczona.

Snoochie boochies? Fuckin' baby talk!

Snoochie boochies? Fuckin' baby talk!

Bogate jest za to tło powstania filmu. Oto dla przykładu M.S. Johnson reżyserował wiekopomne dzieło znane jako Jack Frost... ooops cóż za przezabawna omyłka. Inna sprawa, że grał tam Michael Keaton, pierwszy Batman... jaki ten świat mały! Zachodzi podejrzenie, że angażując tego pana, wytwórnia szukała kogoś pokroju Raimiego, ale tak jakby słabo kojarzyli fakty. Inny przykład to Kevin Smith, który był scenarzystą kilku komiksów o Derdebilu, maczał palce w produkcji filmu, a nawet dostał cameo. Jeden z jego ulubieńców dzierży główną rolę... ileż jeszcze grzechów obciążyć ma sumienie tak rokującego niegdyś reżysera?

Derdebil i dzień jak codzień na nowojorskiej ulicy. Nawiasem mówięc M.S.Johnson myśli chyba, że jest trzecim Wachowskim.

Derdebil i dzień jak codzień na nowojorskiej ulicy. Nawiasem mówięc M.S.Johnson myśli chyba, że jest trzecim Wachowskim.

Wróćmy jednak do fabuły. Fetyszysta Derdebil za dnia jest prawnikiem i jakimś cudem trzepie niezłą kasę na przegrywaniu spraw. Czy się stoi czy się leży, płaca wszakże się należy. Zresztą kto wywali z roboty niepełnosprawnego, to takie niepoprawne politycznie. Jeśli już przy tym jesteśmy, to zwyczajowym sposobem podrywu naszego herosa, jest żerowanie na współczuciu - jakież to męskie. Wiadomo, że z takim ofermą i zboczuchem, żadna normalna laska wytrzymać nie może...  Dlatego też Derdebil jak rasowy psychopata spędza noce na mordowaniu ludzi, których nie udało mu się wcześniej pognębić w sądzie. Trzeba też zaznaczyć, że dba przy tym usilnie o zasady konspiracji, publicznie miotając pogróżki, demonstrując swoje nadnaturalne talenta przed liczną widownią i obnosząc się z derdebilnymi akcesoriami. Najwyraźniej jednak nikt nie jest w stanie uwierzyć, że taki nieprawdopodobny kretyn mógłby być superbohaterem, kamuflaż działa więc perfekcyjnie.

Czarny Charakter. Zgadnijcie gdzie i komu zaraz wsadzi to cygaro.

Czarny Charakter. Zgadnijcie gdzie i komu zaraz wsadzi to cygaro.

Siły Zła, na całe szczęście, prezentują stan równie opłakany. Weźmy na przykład bossa półświatka, który zręcznie ukrywa się pod skromną ksywką Kingpin. Jego podstawowe kwalifikacje do zbrodni to wystawanie w oknie wieżowca i palenie cygar z błogą miną. Oprócz tego trudni się też zbieraniem łomotu od niewidomych - czy to jakaś forma resocjalizacji, czy może palenie aż tak szkodzi? Do poważnych spraw zatrudnia płatnego mordercę Bullshita, który prezentuje tak profesjonalne zachowania jak popisowe publiczne zabijanie ludzi, tudzież ostentacyjne bieganie po mieście z wyciętym na czole symbolem tarczy. Na podstawie samej tej postaci można stwierdzić, że w świecie Derdebila wszyscy amerykanie są że tak powiem slightly retarded, ponieważ koleś o tak mało dystynktywnych cechach może nawet podróżować liniami lotniczymi i nie zostać rozpoznanym. "I wtedy zrozumiałem, czemu zamach na WTC był tak łatwy do przeprowadzenia." To niewiarygodne, ale Colin Farrell po prostu ugiął się pod ładunkiem komizmu jaki niesie ze sobą ta rola i zaczął rozmyślnie uprawiać pastisz. Cieszmy się więc, że ktoś się na tym filmie dobrze bawił.

Dogma? Ilekroć Colin silił się na takie mesjanistyczne gesty to skracali mu scenę w montażu.

Dogma? Ilekroć Colin silił się na takie mesjanistyczne gesty to skracali mu scenę w montażu.

W ramach skromnej dygresyjki warto być może wspomnieć o pewnej dyskusji jaką odbyliśmy z kolegą Gackiem na temat bycia niewidomym. Otóż dla tego towarzysza byłoby to najgorsze przekleństwo, które byłoby zarazem końcem świata, a już życia z pewnością. Ja zaś uważałem zawsze, że może być to dar, ponieważ człowiek przestaje oceniać innych powierzchownie i czysto estetycznie, co jest permanentnym problemem tak wielu ludzi. Taki wątek nie został jednak przez twórców filmu w żaden sposób podjęty. Tak jak nie ma wielkiej psychologicznej różnicy między Derdebilem w nocy i debilem za dnia, tak i nie ma wielkiej różnicy między ślepotą herosa, a percepcjami zwykłych ludzi. Dzieje się tak ponieważ, twórcy filmów po prostu popłynęli jeśli chodzi o wizualizację jego zmysłu słuchu. Jeśli dodać do tego koszmarnie nienaturalne sceny walk, to otrzymujemy przydługie tasiemce cyfrowej sztuczności, potężne nadużycie, które nawiasem mówiąc mocno już zgrzytało po upływie zaledwie trzech lat!

Worek infantylnej nienawiści. W tym filmie wszyscy bohaterowie to jakieś niedorozwoje.

Worek infantylnej nienawiści. W tym filmie wszyscy bohaterowie to jakieś niedorozwoje.

Nie można powiedzieć jednak, że film pozbawiony jest przekazu, a konkretnie ważnych wskazówek z dziedziny moralnej. Otóż jak łatwo zauważyć wszelki zbrodzień słucha hip-hopu, bywa nawet znośnego, natomiast człek prawy nawet jeśli pobłądzi to krąży w okolicach dość kiczowatego pop-rocka, dzieł nadwornych partaczy z MTV. Nie powstrzymam się i zdradzę wam sekret, że tzw. tlusta baba w halce jest główną przyczyną, dla której współblogowicz znienawidził rzeczony film od pierwszego wejrzenia. Nie da się zaprzeczyć, że i dla mnie ścieżka dźwiękowa była istną wisienką na torcie.

W tym filmie włada galanteria skórzana. Takie oto płaszcze z wywietrznikami to szczyt mody.

W tym filmie włada galanteria skórzana. Takie oto płaszcze z wywietrznikami to szczyt mody.

Nazwałem Daredevila filmem dla niewidomych, ponieważ w zasadzie nie ma na co patrzeć. Z drugiej strony jest to film i dla głuchych, ponieważ przeglądając go bez dźwięku w trakcie pisania tej recenzji, nie zauważyłem znaczących ubytków w dialogach - a niektóre sceny nawet zyskały, pozbawione zbędnego komentarza. Jest to przykład takiego obrazu, do którego można zasiąść z nożyczkami i wyciąć cały film.

A miało być tak pięknie...

A miało być tak pięknie...

Za popełnienie tak straszliwej zbrodni na ludzkości, skazuje się M.S. Johnsona, na dożywotni zakaz robienia filmów. W ramach odbywania kary, chciałoby się zalecić resocjalizację poprzez opowiadanie ambitnych filmów osobom niewidomym, tudzież przekładanie dialogów na język migowy. Ale jakież opłakane rezultaty mogłoby to przynieść? Cóż można rzec, do usuwania szamba zawsze potrzebni są nowi ochotnicy...

środa, 01 kwietnia 2009, ihei

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:

Statystyki www